Łączna liczba wyświetleń
czwartek, 13 grudnia 2012
Prolog
18 grudnia 2014 rok
Do wszystkich, którzy kiedykolwiek przeczytają ten list. Zarówno dla tych bliskich mi osób, jak i dla tych, którzy jedynie poznali moją historię.
Na pewno każdy zastanawia się, jak w ogóle można żyć ze świadomością bliskiej śmierci? Gdzie w tym wszystkim jest jakakolwiek nadzieja? Nigdzie, a na pewno nie tam gdzie słuchasz słów o tym, że nie ma lekarstwa. Że to koniec. Ale można nie słuchać, zamknąć się we własnym świecie i żyć pełnią życia. Taki był właśnie mój plan. Mimo bólu, strachu i tych wszystkich ciężkich chwil, byłam szczęśliwa. Nigdy nie zastanawiałam się nad tym, dlaczego właśnie ja, a nie kto inny? Przecież to mógł być każdy, a padło właśnie na mnie. Jednak cieszyłam się, że Bóg wybrał właśnie mnie. Wolałam cierpieć za innych. Może i robię z siebie w tym momencie męczennika, ale przecież nie byłam idealna. Zasługuję na to wszystko.
Choroba wiele mnie nauczyła. Nie żywię jakiejś ogromniej urazy do osób, które gdy dowiedziały się o wszystkim, a nawet nie zadzwoniły. Po prostu to mogło ich przerosnąć. Jednak ci prawdziwi przyjaciele nigdy mnie nie opuścili, mimo tego jak było ciężko. Nikt na początku nie wiedział, jak w ogóle powinien się do mnie odzywać. Jednak daliście radę i w tym momencie nie wiem jak powinnam wyrazić swoje słowa wdzięczności. Dzięki Wam nie żyłam w ciągłym smutku i pogrążona w myślach o śmierci. Dziękuję.
Najgorzej było usiąść w miejscu i patrzeć na wszystko, co mnie otacza. Obserwowanie tego sztucznego, wręcz „plastikowego” świata, sprawiło, że zaczęłam się nim brzydzić. Pieniądze i kłamstwo przejęły nad nami władzę, a my nawet nie zauważyliśmy kiedy to się stało. Może czas by wreszcie zastanowić się nad tym, kim jesteśmy, a kim być powinniśmy?
Nie wiem jak wygląda życie po śmierci. Czy się boję? Chyba już jestem na to wystarczająco przygotowana. Mimo tego jak byłam przerażona, teraz strach minął. Oczywiście nie chciałam takiego zakończenia, chciałam żyć.
Pisząc ten list, leżę w łóżku i spoglądam w okno. Ah… widzę za nim pełno białego puchu i płaczę. Dlaczego? To chyba szczęście, że udało mi się jeszcze zobaczyć tego roku śnieg. Może nie dożyję siedemnastej gwiazdki, na którą tak bardzo liczyłam. Cóż, los tak już chciał. W życiu nikt nie ma łatwo, ale ja niczego w żaden sposób nie powinnam i nie żałuję. I także teraz, pomimo wszystko, jestem szczęśliwa.
-Anastazja
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Prolog ciekawy, czekam na pierwszy rozdział ;)
OdpowiedzUsuń